poniedziałek, 10 listopada 2014

Thinking out loud

Jestem kompletnie zażenowana. MTV EMA 2014 utwierdziło mnie w przekonaniu, że obecnie muzyką nie rządzi dobra (z naciskiem na dobra) muzyka, a seks, skandale i ...seks. Nie zrozumcie mnie źle, nie ujmuję żadnemu artyście/stce talentu, nie jestem jakaś strasznie przewrażliwiona, nie chcę robić z siebie jakiejś znawczyni, nie urwałam się też z choinki i dobrze wiem o tym, że obecne MTV jedyne co łączy z muzyką to M w nazwie, a przemysł muzyczny już dawno został skażony soft porno. Oglądając nominacje do poszczególnych kategorii byłam wręcz pewna, że wygrają je Ci, co naprawdę na takie wyróżnienie zasługują. Okazało się niestety zupełnie inaczej i to mnie najbardziej zabolało. Pozwolę sobie wspomnieć w tym momencie zwycięzcę w kategorii Best Hip-Hop - Nicki Minaj, która pokonała Eminema co było dla mnie istnym szokiem. Szanuję Nicki i nie wątpię w jej talent, jednakże jej ostatni kawałek Anaconda po prostu zgwałcił mój mózg. Dosłownie. Osoba, której ostatni hit jest równie ambitny co logika zapijaczonych dresów, wygrała z kimś takim jak Eminem, którego teksty nie raz poruszyły tłumy. Beznadzieja, dno i kilo mułu, jednakże, 80% podobał się jej występ. Były gołe tyłki, był seks, było wyzywająco, czego chcieć więcej? Czy w dzisiejszych czasach naprawdę trzeba świecić ciałem na prawo i lewo żeby w ogóle zaistnieć?





Według mnie gala byłaby od początku do końca nudna, gdyby nie to, że wystąpili na niej Ed Sheeran, U2, Ozzy Osbourne, Slash, Alicia Keys i czekałam na wyniki Best Alternative, wyłączyłabym ją po pierwszych 10 minutach. Artyści których wymieniłam uratowali to słabe show, pokazali klasę i uraczyli nas klimatycznymi występami za co ofiaruję im niskie ukłony. Oglądając show U2 z żalem pomyślałam sobie, jak bardzo dzisiejsza młodzież musi być zaślepiona wielkim tyłkiem Nicki Minaj do tego stopnia, że nie jest w stanie odróżnić dobrego występu od wyuzdanych przedstawień. Przekaz i melodia schodzą na dalszy plan, a ich miejsce zajmują właśnie takie anakondy. Sama już nie wiem, czy jest to dla mnie bardziej przykre, czy może przerażające. 





I kolejna rzecz, która bardzo mnie boli, to fakt, że ludzie to kupują, I nie jest to wcale małe grono odbiorców. Dla wielu z nas muzyka ma ogromne znaczenie, wywiera na nas ogromny wpływ, jest przewodnikiem. Po takim drenażu mózgu jaki gwarantują nam media nie sposób się zagubić. Zanim się zorientujemy, nasi znajomi pójdą na całość, nie ważne kiedy i gdzie, byle ostro, bo przecież to jest fajne i takie seksowne. Chciałabym to jakoś odeprzeć (marzenie nie do spełnienia), zadziałać chociażby tylko dla najbliższych, pokazać im, że jest wiele rzeczy wartych uwagi i podziwu, pokazać, że sprzedawanie się nigdy nie było i nigdy nie będzie czymś wyjątkowym. Jeśli mamy jakiś talent, pomysł na siebie, cokolwiek, to dlaczego mielibyśmy nim poniewierać, przecież jest tyle sposobów, by dobrze się zaprezentować...

To już trzecia notka, a ja dalej nie wstawiłam żadnych graficznych dodatków, no nieźle! Szczerze mówiąc, to miały być w tej notce, ale plany się pozmieniały i poczekają do kolejnego wpisu. A nóż coś się jeszcze dorobi, mam nadzieję, że będą przydatne choćby jako sygnatury na forum :) Jest juź 02:00 w nocy, pora kończyć imprezę na flashezz. Mam nadzieję, że post jest w miarę interesujący, cieszę się, że w końcu to z siebie wyrzuciłam. Życzę Wam przyjemnej lektury i do zobaczenia!

niedziela, 19 października 2014

Hello!

Witam Was na moim nowym blogu, jestem flash. Po usunięciu swojego poprzedniego blogspota miałam chwilę przerwy, a teraz zabrakło mi swojego małego kąta w internecie, no i proszę. Bloguję od 2008 roku z przerwami i jest to jedno z moich ulubionych zajęć. Zaczęłam mając 12 lat, założyłam bloga na onecie o swojej ukochanej kreskówce, po kolei uczyłam się używania programów graficznych, poznałam wielu wspaniałych ludzi w internecie którzy dziś są moimi przyjaciółmi i tak zostało do dziś. Po drodze swojego życia zostałam Echelonem, to już 3 lata odkąd wstąpiłam do rodzinnego szeregu Thirty seconds to mars i jestem z tego bardzo dumna. Flashezz traktuję jako moją przystań do twórczych wylewów które czasami mnie nachodzą, czasami, niestety. Moje lenistwo powoli wstępuje na poziom absurdalności i zaczynam poważnie zastanawiać się nad tym, jakby tu przestać się marnować. Wiem, że stać mnie na wiele i chciałabym żeby flashezz mi w tym pomógł, żeby pomógł mi wydobyć z siebie coś dobrego. Mam nadzieję, że w końcu mi się to uda i nareszcie będę z siebie zadowolona tak jak bym chciała.


Myślę, że jak na wstęp to poszło mi całkiem nieźle. Przepraszam, ale nigdy nie byłam za dobra w pisaniu pierwszych notek. Teraz trochę z innej beczki. Ostatnio jestem wielkim fanem filmu Maleficent. Piękne widoki, Angelina, historia...mogłabym się tak rozpływać wieczność, ale wiem, że nikt nie ma ochoty tego czytać :D. Jednakże moja miłość do adaptacji Śpiącej Królewny przerodziła się w coś więcej niż tylko długie monologi.

Maleficent by flash

Portret rysowałam przez trzy dni późnymi wieczorami. Użyłam do niego ołówków 4b, 8b i gumki chlebowej Koh-i-Noor na przemian z gumką Pentela, cała bitwa o portret działa się na kartce Cansona. Z racji tego, że to dopiero czwarty portret w moim życiu miałam niezłego pietra, że coś pójdzie nie tak. Mam jednak cichą nadzieję, że każdemu z Was się spodoba :) Powoli zaczynam myśleć o kolejnym portrecie, mam dylemat między Beyonce a Jaredem Leto odgrywającego jego oscarową rolę Rayon z Dallas Buyers Club (mistrzostwo!). Do tego czasu jednak wypadałoby się trochę pouczyć i nabazgrać czegoś swojego, w końcu wymarzona manga sama się nie nie narysuje *dziki lament*. I tak oto tą chwilą dramatyzmu zmierzam ku końcowi tej notki. Do napisania!